BARONOSTWO

Agnes Klitzing urodziła się 30 lipca 1863 roku w Kolsku koło Zielonej góry. Gdy miała 17 lat wyszła za mąż za oficera marynarki Daniela von Diergardt i udała się z nim do jego dóbr "Roland" koło Dusseldorfu w Niemczech. Chociaż Agnes nie utrzymywała żadnego ścisłego kontaktu z krajami nadreńskimi to właśnie tam zaczęła pracę nad "szkołami niedzielnymi". Przez pierwsze lata małżeństwa dobra "Roland" służyły baronostwu za miejsce zamieszkania. Następnie Agnes namówiła męża, aby zamieszkać w Mojej Woli i rozpoczęła dzieło swego życia. baronostwo powiększało "dom" myśliwski księcia Cumberland. Dobudowali dwie przybudówki po to, by stworzyć miejsce dla licznych członków rodziny i gości. Kto odwiedził pałacyk, ten nie mógł zapomnieć szkockich kolorów, starych mebli. Na ścianach wisiały trofea myśliwskie, wypchane ptaki, oprawione głowy zwierząt, malowidła na ścianach. Na tarasie stały wypchane zwierzęta. Baronowa często wyjeżdżała z mężem, a jeśli nie toważyszyła mu w podróżach to zaznaczała swoją obecnością przy polowaniach. Brała udział w omówieniach i protestowała stanowczo jeśli szło o wyręby starych drzewostanach w jej posiadłości. Leśniczowie Nitsche, Romisch, Tamm i Druh mogli by wiele opowiadać jak towarzyszyli na rowerach bądź wozem myśliwskim przez rewiry Baronostwa. Wiele razy służba i goście sptykali baronową podczas przejażdżki po swym ogrodzie pełnym starych drzew i krzewów różnych gatunków. Podobno za Agnieszką podążały często psy, oswojone daniele i jelenie. W 1911r. umarł w Egipcie Baron Daniel von Diergardt. Z opowiadań osób będących na pogrzebie barona można było się dowiedzieć jak to kilkunastu leśników niosło ciało zmarłego na miejsce wiecznego spoczynku obok kościoła w Mojej Woli.



Baronowa po śmierci męża przyjęła jeszcze więcej młodych dziewcząt, które miały się u niej uczyć prowadzenia gospodarstwa domowego i wtajemniczać w pracę tzw. niedzielnych szkół. W tych szkołach urządzanych w piwnicy pałacyku wygłaszane były regularne godziny biblijne. Po tych nabożeństwach mężczyźni otrzymywali kakao a kobiety kawę. Baronowa latami stosowała godziny przyjęć we wtorki i piątki, podczas których każdy mógł przedstawić swoje troski i problemy. Anieszka uczyła swoich ludzi rozpoznawać biedę od podstaw i pomagała każdemu, jeśli tylko było to możliwe. Największe niebezpieczeństwo widziała w nadmiernym spożywaniu alkoholu dlatego zakazała picia wina w swoim domu. Kupiła gospodę przy Sośniach i urządziła dom starców pod opieką siostry Flory i Olgi, w którym ludzie w podeszłym wieku na koszt jej dóbr spędzić mogli swój wieczór życia. To samo dotyczyło domu starców w Chojniku. Zbudowała kościoły w Sośniach i Chojniku, przedszkolę i herbaciarnię jako miejsce zbiórek dla jej ludzi i stróży. Baronowa wypełniła postawione sobie zadania. Była w środkowym punkcie swoich ludzi, którzy ją kochali, czcili ale także obawiali jej srogości i mądrości. W jej bogatym życiu leżał jednak cień. Nie miała ona dzieci, nie było nikogo, kto mógłby kontynuować rozpoczętę przez nią dzieło. Po pierwszej wojnie światowej jej dobra zostały przez nową niemiecką granicę podzielone. Pani baronowa swoje 80-te urodziny obchodziła w swoim pałacyku. Rankiem jak zawsze trąbione było przez leśników tzw. "wysokie budzenie". Później siedząc na werandzie pani Agnieszka przyjmowała gratulacje i życzenia od swoich bliskich. Z uśmiechem na twarzy patrzyła na park obserwując piękne dęby i konie. Zebrani na placu tenisowym goście odśpiewali wraz z solenizantką pieśń "Jagody z Mojej Woli". 18 stycznia 1945 roku musiała opuścić Moją Wolę wraz z licznymi uciekinierami. Było to i tak dobrym zrządzeniem ponieważ w tej ucieczce była prowadzona przez wiernego pełnomocnika generalnego pana Wenzlawowicza, jej przyjaciółki - panią Voss i wierną pannę Dollę Kuczkowskią. Po tym wydarzeniu spędziła kilka spokojnych dni w domu rodziny Kuczkowskich i 5 lutego 1945r. zamknęła swoje spokojne życie.








      
<<< powrót do strony głównej



kontakt: pazart@o2.pl